Jeziorka Duszatyńskie k. Komańczy
Niedziela, cel naszej podróży to Jeziorka Duszatyńskie nieopodal Komańczy. Mamy jesień, dosyć późną, bo to już 4 listopada, ale pogoda piękna 17 stopni na plusie, słońce, błękit nieba, cudownie.
Wyruszyliśmy drogą z Dubiecka tuż po g.10 przez Kuźminę z przerwą na mszę św. w Sanoku. Z Sanoka na Komańczę, na miejsce dotarliśmy po g.14. Nie sprawdziliśmy rzecz jasna dokąd da się dojechać samochodem. Okazało się, że czeka nas niezła piesza ponad czterokilometrowa trasa trwająca w naszym przypadku 1,5 godziny. Ale naprawdę miła i w sumie nietrudna, było w niej kilka stromych podejść, nie były one dla nas jakimś dużym wyzwaniem.
Nim doszliśmy do jeziorek to sobie po trasie już poszalałam aparatem, bo miejsc urokliwych było sporo. Nie powiem po kampanii wyborczej, która kosztowała mnie sporo wysiłku i emocji, moja kondycja zdaje się była średnia, miałam momenty, gdy zmęczenie brało górę. Motywował mnie fakt zrobienia kilku fotografii, no i, że w ogóle idziemy razem z córką, która z kilka dni osiągnie pełnoletność i raczej z rodzicami mniej chętnie będzie wypadać. Naszą młodą także motywowały zdjęcia, szczególnie te, które miały pojawić się na instagramie :-).
Na szlaku spotkaliśmy sporo ludzi, którzy nas mijali pozdrawiając sympatycznym i radosnym „dzień dobry”. Jak dotarliśmy na jeziorka turystów już nie było, wszyscy raczej przezornie wybrali się wcześniej, mając na uwadze, że o g. 16 zaczyna zmierzchać. DO jeziorek dotarliśmy na godz. 15.30 słońce właśnie chyliło się, ku zachodowi i na pierwszym jeziorku udało nam się uchwycić jego ostatnie promienie, niestety na drugim już nie. Na drugim natomiast było zdecydowanie więcej otwartej przestrzeni zatem i światła. Udało nam się zrobić naprawdę kilka fajnych fotek, na chłonięcie atmosfery brakło nam czasu. Byliśmy już sami, cisza była cudownie kojąca a szmer wody dopełniał harmonii, drzewa złoto-brązowe napełniały ciepłem malowniczy pejzaż. Wyjątkowy klimat do wyciszenia i do focenia.
Niestety zmierzch nadchodził nieubłaganie. Trzeba było wracać, droga powrotna poszła nam szybciej bo w godzinkę dotarliśmy do samochodu. Przy parkingu było już całkowicie ciemno. Po drodze posililiśmy się w „Chacie Starych Znajomych”. Jedzonko dobre, choć mało, bo po takim marszu apetyty nam dopisywały i chyba podwójne byłyby do pokonania. Uznaliśmy, że jednak pierwszy głód zaspokojony i objadać się na noc nie ma co. Do Dubiecka wróciliśmy przed dwudziestą akurat by prześledzić wyniki wyborów II tury :-)
Jeziorka Duszatyńskie
Wybierając się na wycieczkę do Jeziorek Dusztyńskich należy nastawić się na kilkugodzinną wędrówkę. Trzeba ubrać się sportowo w stabilne buty, wziąć ze sobą wodę, no może jakieś jedzonko. Z pewnością nie należy iść na głodniaka, bo trasa wymaga fizycznego wysiłku. Dobrze jest zaopatrzyć się w kijki. Zaczynamy, należy dotrzeć do Komańczy. W tej miejscowości skręcamy w lewo i jedziemy do końca możliwą drogą. Są to drogi polne, przez las ale szutrowe. To dobrych parę kilometrów. Dojeżdżamy do wsi Duszatyn, za nią droga dla samochodów kończy się i rozpoczyna się pieszy etap szlaku. Nie jest to trudna trasa, w której mamy kilka wzniesień, łatwych jednak do pokonania. Z jeziorek można wrócić tą samą drogą lub ruszyć dalej - na Chryszczatą.
Nieco historii
Trzy małe jeziorka u stóp Chryszczatej w Bieszczadach powstały według przedwojennej miejscowej ludności w sposób magiczny. Pewnego dnia po prostu zwiezło ziemię, być może za sprawą trzech olbrzymów zaklętych w kamień. Ale to legenda, rzeczywistość jest nieco inna, choć też bardzo ciekawa.
Powstały w wyniku oderwania zachodniego zbocza Chryszczatej w kwietniu 1907 r. Powstałe osuwisko spowodowało zatamowanie odpływu potoku Olchowatego dopływ Osławy w kilku miejscach, tworząc naturalne zapory, a następnie napływu wody z kulminacji Chryszczatej i Mikitowej. Do osunięcia zbocza doszło po wiosennych roztopach i ulewnych deszczach. Utworzyło się też kilka oczek, rozrzuconych w zagłębieniach terenu. Z czasem jednak oczka te zanikły, podobnie jak trzecie z jeziorek. Warto nadmienić, że są to największe jeziorka osuwiskowe w Beskidach na terenie Polski. Do dnia dzisiejszego przetrwały dwa z nich - z trzeciego spuszczono wodę, aby łatwiej było wyłowić ryby (rybakiem był hrabia Potocki - ówczesny właściciel terenu).W latach 20. XX wieku powierzchnia zbiorników była dwukrotnie większa, ulegały jednak stopniowemu zamulaniu przez wpływające potoczki. W 1957 teren ten uznano za obszar chroniony, tworząc rezerwat przyrody „Zwiezło” o powierzchni 2,2 ha.




















Komentarze
Prześlij komentarz